:-)

:-)

poniedziałek, 13 marca 2017

Batoniki

   J zainspirowany Panem Wonką zrobił fabrykę batoników. Jego powstały z płatków różnych zbóż, płatków Nesquik, orzechów, posypek i roztopionej czekolady (z mikołajów i zajączków poświątecznych). Oczywiście nie mogło zabraknąć asystentki. Po wymieszaniu składniki powędrowały do lodówki, a potem zostały zawinięte w opakowania z datą ważności. A tak przebiegał proces produkcji:







niedziela, 5 marca 2017

Hej ho! Żagle staw

Ciągnij linę i się baw
Hej ho! Śmiało steruj 
Statkiem który jest z papieru
   Całe popołudnie pod nosami nucimy :-) Byliśmy dziś na koncercie "Z jezior na oceany" w ramach cyklicznej imprezy "Spotkanie z Piosenką Żeglarską i Muzyką Folk Szanty we Wrocławiu". Był to specjalny koncert dla dzieci. Występował Mirosław "Koval" Kowalewski z zespołem Zejman & Garkumple. Dzieciaki (i nie tylko) fajnie się bawiły i dały porwać żeglarskim rytmom. Przy okazji mogły się trochę dowiedzieć o statkach, żeglowaniu, geografii, a na koniec otrzymały patenty kapitańskie.
   My bardzo lubimy szanty i często śpiewamy, a jak Mała J wsiada do samochodu, to jeszcze nie zamknie drzwi, a już jest "Tato włącz mi (tu pada tytuł aktualnie najbardziej ulubionej szanty)". Nasze dzieciaki od zawsze słuchają szant bez cenzury, ale na szczęście zasłyszane słownictwo używają tylko podczas śpiewu :-)





sobota, 4 marca 2017

Rysunki J

   A co porabia J ? Dużo rysuje, głównie rysunki akcji (tutaj pokemony i walki w Królestwie Pingusia z własną flagą).





A jak Siostra poprosi, to dla niej nawet słonika oblewającego się wodą narysuje...
...zrobi naklejki z kotkami...
... przygotuje planszówkę...
 ... a jak trzeba to i pisakami do twarzy księżniczkę z niej zrobi.

Nic dziwnego, że Mała J cały czas twierdzi, że weźmie ślub z J :-)

piątek, 3 marca 2017

Trupek na dorze ...

... czyli kilka powiedzonek Małej J :-)

Przy śniadaniu Mała J odsuwając swoje krzesło mówi:
Będę stać na jedząco.

Na łóżku piętrowym:
J śpi na górze, a Mała J na dorze.

Ulubiony instrument Małej J :
Bamcyłki.

Jak się ktoś zrani do krewi, to potem ma trupek.

Mała J bawi się z J w jakieś walki, co chwile mówi:
Zapłacisz to za mnie (czyt. zapłacisz mi za to).

wtorek, 28 lutego 2017

Mrożonki

   Mam nadzieje, że zima już za nami i teraz będzie już tylko cieplej, ale jeszcze małe przypomnienie naszych "mroźnych zabaw". Kilka wcześniejszych było tu i tutaj, a i jeszcze taka
Tym razem zamroziłam dla nich po niespodziance (małym zwierzaczku z Kinder Niespodzianki), dla każdego osobno. Żeby nie mogli tak szybko podejrzeć dodatkowo przedmioty owinęłam chusteczką higieniczną. Zadaniem było odkrycie, co jest w środku. J i Mała J ochoczo zabrali się do pracy. Asortyment narzędzi mieli szeroki (od młotka, przez suszarkę, po wiertarkę), aczkolwiek okazał się niewystarczający. J wpadł na pomysł roztopienia lodu pod ciepłą wodą i to przyspieszyło odkrycie :-)


   
  Korzystając z mroźnej pogody (u nas było wtedy -7 stopni C) sprawdziliśmy jeszcze, co się stanie z różnymi cieczami na takim mrozie. Do plastikowych kubeczków wlaliśmy różne ciecze (co akurat było pod ręką). J zaznaczył ich poziom, ja podpisałam (u nas było: mleko, spirytus, olej, płyn do naczyń, ocet, woda zimna, ciepła, gazowana i z cytryną).


Wystawiliśmy na balkon i po 3 godzinach (bo akurat musieliśmy wyjść) sprawdziliśmy co się stało.


Okazało się, że nie zamarzły: olej (zgęstniał), spirytus i ocet (choć pojawiły się małe grudki lodu).


Sprawdziliśmy zmianę objętości, która znacząco zwiększyła się przy wodzie gazowanej, a zmniejszyła przy spirytusie.


Na koniec porozmawialiśmy sobie trochę, dlaczego tak się stało i o różnych temperaturach zamarzania cieczy, a potem dzieciaki sprawdziły, ile siły trzeba użyć, żeby pokruszyć powstałe bryłki lodu :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...